Dni upływały coraz szybciej. Po niedzieli, którą spędzili raczej leniwie, a wieczorem przypieczętowali mszą świętą, nastał nielubiany przez Dominikę poniedziałek. Ten dzień był dla niej ciężki z kilku powodów. Po pierwsze, po weekendzie spędzonym razem z mężem musiała się z nim rozstać na kilka długich godzin. Po drugie, zostawała sama z małym dzieckiem i miała obawy, jak sobie przez ten czas poradzi, tym bardziej że jej psychika wciąż nie działała niezawodnie i młoda mama nie mogła polegać na sobie w stu procentach. Mimo regularnego brania leków, negatywne, oskarżycielskie myśli czasami atakowały ją znienacka i jedyne, co mogła wtedy zrobić, to skupić się na swoich obowiązkach, na opiece nad Nikodemem i małymi kroczkami wykonywać codzienne zadania. Po za tym nie lubiła poniedziałków, bo zostawanie w tym dniu w domu z dzieckiem przypominało jej, że nie pracuje zawodowo. Czuła się z tego powodu mniej wartościowa. Będąc na studiach językowych miała swoje ambicje, potem przez kilka lat pracowała, choć zmieniała miejsca pracy, by znaleźć tę odpowiednią. Jej zawodową karierę przerwał ślub z Jarkiem i szybkie zajście w ciążę. Teraz nie myślała jeszcze o powrocie do pracy. Nikoś był według niej za mały, by rozstawać się z mamą na wiele godzin dziennie. Na szczęście jakoś radzili sobie finansowo dzięki pensji Jarka i wsparciu od państwa, jednak Dominika czuła, że młode mamy, które potrafią łączyć karierę zawodową i macierzyństwo są godne podziwu. Ona czasem czuła się, jak nieudacznik.
Po dłużącym się niemiłosiernie pierwszym dniu roboczym, który mama z synkiem spędzili ciepło ubrani na placu zabaw, potem na oglądaniu książeczek, a gdy mały usnął, Dominika ogarnęła jeszcze pranie i gotowanie, w końcu nastał wtorek. Niestety, młoda kobieta nie poczuła się lepiej, wręcz przeciwnie. Zaczął ją paraliżować strach przed zbliżającymi się wielkimi krokami świętami i większym niż zazwyczaj natłokiem zadań. Nawet myśl o tym, że na Wigilię idą do jej mamy i nie musi na błysk sprzątać całego mieszkania nie pomagała. Podzieliły się też z mamą daniami, które każda z nich miała na te święta przygotować. Pani Danuta wzięła na siebie przygotowanie pierogów i ryb, tradycyjnej sałatki warzywnej oraz paru ciast. Dominice zostało zrobienie bigosu i upieczenie sernika, który niemal zawsze wychodził jej wyśmienity. Pozostawała jeszcze kwestia barszczu, jednak mama Danusia postanowiła kupić gotowy w kartoniku.
Tak mijały dni ostatniego tygodnia przed Bożym Narodzeniem. Jarek już od środy wziął wolne, ażeby pomóc żonie w opiece nad synkiem, gdy ta będzie zajęta pracą w kuchni. Jednak w środę rano, gdy dochodziła już godzina dziesiąta, a Dominika wciąż leżała w łóżku, mężczyzna stwierdził, że dzieje się coś niepokojącego. Zrobił jej kawę i z życzliwym uśmiechem zagadnął żonę:
– Kochanie, już chyba pora zacząć dzień.
– Nie mam siły wstać z łóżka. A co robi Nikodem?
– Bawi się klockami. Budowaliśmy razem most – odparł dumny tata.
– A ja nie mam na nic siły. Tyle jeszcze mam do zrobienia przed świętami, a jestem w proszku.
– Po pierwsze, to przyniosę ci leki. A po drugie możemy się razem pomodlić. Przeniosę klocki Nikosia do sypialni, żeby mieć go na oku i odmówimy różaniec.
– Dziękuję. Dobrze, że jesteś dzisiaj z nami – odparła Dominika z ulgą w głosie.
Cdn.
