„Dokonawszy na wieki wybór w każdej chwili wybierać muszę”
Wybrałam. Mój wybór to rodzina. Od września tego roku zrezygnowałam z pracy zawodowej na rzecz „pracy domowej”, a w szczególności, by być obecną mamą – zwykłym matczyskiem:).
Czuję, że jestem potrzebna trójce moich dzieci, szczególnie temu najmłodszemu (2,5-latkowi). Praca zawodowa może poczekać, a małe dziecko rośnie bardzo szybko i już nigdy nie nadrobimy straconego na rzecz kariery czasu, który mogłyśmy spędzić z ukochanym maluszkiem.
Opieka nad dziećmi i wybór ich dobra nie spowodowały, że całkiem zrezygnowałam ze swojego rozwoju. W minione wakacje podeszłam do egzaminu językowego i udało mi się go zdać. Przygotowywałam się do niego przez kilka miesięcy (przy trójce dzieci w domu). Wcześniej, około 15 lat temu, uczęszczałam na kurs języka angielskiego, jednak po jego ukończeniu nie podeszłam do egzaminu, bo bałam się porażki. Z wiekiem zyskałam więcej dystansu i w tym roku (po kilku miesiącach wytężonej nauki) postanowiłam spróbować zdać ten egzamin. Udało się! W połowie uznaję to za wynik mojej pracy, a w połowie za cud i działanie Bożej Opatrzności.
Certyfikat językowy, który uzyskałam stwarza mi możliwość nauczania języka angielskiego, np. w przedszkolu, co jest pozytywną perspektywą, gdy już najmłodszy synek trochę podrośnie.
Na razie jednak pozostaję z dziećmi w domu. Jest tego jeden minus, a mianowicie gorsza sytuacja materialna. Kiedy jednak pomyślę o kosztach dojazdu do pracy, wydatkach na lepsze ubranie, fryzjera (bo jak wiele kobiet, czuję się lepiej, gdy dobrze wyglądam wśród ludzi, szczególnie pracując jako nauczycielka), to będąc w domu mogę na tym wszystkim zaoszczędzić.
To wszystko to nasze, kobiet, matek, ale i singielek wybory. Codzienne wybory. Oby były zgodne z wolą bożą, poprzedzone modlitwą i refleksją nad tym, co w dłuższej perspektywie jest lepsze dla nas, naszych dzieci, rodziny.
Fot. Pixabay

