Nadal była środa. Po zainicjowanej przez Jarka modlitwie różańcowej Dominika na chwilę poczuła ulgę, jakby ktoś rozluźnił uścisk wokół jej szyi i pozwolił złapać oddech. Wstała, umyła się i korzystając z tego, że mąż z synkiem poszli na spacer, zaczęła ogarniać mieszkanie, by wyglądało w te święta choć trochę schludniej. Do dwunastej pracowała całkiem sprawnie, jednak w południe, niedługo po powrocie chłopaków, Dominika znów poczuła jakby zaciskające się na niej niewidzialne ręce. Nie mogła złapać oddechu, coś gniotło ją w klatce piersiowej, a umysł pogrążał się w mrocznych myślach, nad którymi ta młoda kobieta nie miała żadnej władzy. Jarek zobaczył, że coś znów jest nie tak, gdy jego żona położyła się na łóżku i leżała dłuższy czas w pozycji embrionalnej, jakby szukając w ten sposób ukojenia i ucieczki od lęku i bólu. Podał jej mocniejsze leki, przepisane przez lekarza w razie ataków paniki, które już wcześniej miewała.
– Zadzwonię do poradni, żeby umówić cię na jak najszybszą wizytę do lekarza – uspokajająco poinformował żonę, po czy złapał za telefon i wykręcił numer poradni psychologiczno-psychiatrycznej, pod której opieką była Dominika.
Jarek sprawiał wrażenie spokojnego i opanowanego, ale w środku martwił się stanem żony i to tuż przed świętami. Wziął wolne, aby spędzić więcej czasu z rodziną, a tu taka niemiła niespodzianka. Ale cóż, choroba nie wybiera, a on, jako głowa rodziny, musiał działać i zapewnić żonie i dziecku bezpieczeństwo. Dlatego wykorzystywał wszystko, czego nauczył się o depresji przez te kilka lat znajomości z Dominiką i bez zbędnych ceregieli podawał jej odpowiednie lekarstwa i umawiał wizyty lekarskie, gdy ona sama nie była w stanie tego zrobić.
Okazało się, że wizyta u specjalisty, ze względu na świąteczny okres i dużą ilość pacjentów, możliwa jest najwcześniej za dwa tygodnie. Rejestratorka w poradni poradziła Jarkowi, aby w razie bardzo złego stanu żony udał się z nią do szpitala specjalistycznego, który znajdował się w Gdańsku. Mężczyzna postanowił obserwować Dominikę i tylko w ostateczności skorzystać z rady uprzejmej pani z rejestracji.
Tymczasem lista rzeczy do zrobienia przed Bożym Narodzeniem za bardzo się nie skróciła. Świat nie zatrzymał się tylko dlatego, że młoda mama nie miała sił by uczestniczyć w jego biegu. Dominika wspomagała się farmaceutykami i jakoś dotrwali do następnego dnia.
W czwartek rano Jarek postanowił wybrać się na przedświąteczne zakupy, aby uniknąć tłumów w supermarkecie i długich kolejek do kasy. Zdjął przyczepioną magnesem na drzwiach od lodówki listę zakupów i dla pewności zapytał żonę, czy coś jeszcze należy dopisać.
– Chyba zapomnieliśmy o bombkach i łańcuchach na naszą choinkę – odparła Dominika słabym, jakby wycieńczonym wewnętrzną walką głosem.
– Masz rację. Choinka od kilku dni stoi w pokoju, ale jeszcze nieprzystrojona. Trzeba to wkrótce zmienić.
– Koniecznie. Może w Wigilię zgodnie z tradycją ją ubierzemy.
– Nikosiowi ta zabawa w obwieszanie drzewka bombkami na pewno się spodoba.
– Jarek, nie zapomnij, proszę, o kapuście. Dzisiaj wieczorem, kiedy Nikodem zaśnie, chcę się zabrać za robienie bigosu, jeśli tylko starczy mi sił.
– Pomogę ci, kochanie. Nie przejmuj się niczym. Nie jesteś sama. A tymczasem ruszam na zakupy, póki w sklepach jeszcze nie ma tłumów.
Cdn.
