Codzienność Duchowość

Czterdzieści lat minęło…

Szary listopad powoli się z nami żegna, a przy jego końcu moje urodziny. Nie będę powtarzać które, bo to mamy w tytule. Trochę lat już przeżyłam, dokładnie tyle, ile Izraelitom zajął pobyt na pustyni, by z mentalności niewolników przejść do myślenia i funkcjonowania wolnych ludzi.

Od mojego „wyjścia z Egiptu”, czyli momentu nawrócenia od niewoli grzechu do wolności dziecka bożego mija prawie 25 lat. Chcę w związku z tym cofnąć się do tego wydarzenia, które zmieniło moje życie, postrzeganie świata i innych ludzi.

Miałam wtedy 15 lat. Pojechałam na wyjazd w czasie ferii zimowych z moją kuzynką – Kasią. Byłam nastolatką raczej zamkniętą w swoim egoizmie, nie liczyłam się zbytnio z uczuciami innych, z ich odmiennością, prawem do własnego życia. Byłam bardzo mało tolerancyjna.

W drodze na obóz, podczas pakowania bagaży, zobaczyłam grupę młodzieży z Zielonej Góry (my jechaliśmy z Warszawy, choć ja jedna byłam z Trójmiasta). Wśród tej zielonogórskiej gromadki zobaczyłam dziewczynę ubraną na czarno, w obroży z ćwiekami. „Ale udana!” – pomyślałam ironicznie, „Jakaś satanistka pewnie” – takie było pierwsze moje wrażenie. A potem, kiedy siedzieliśmy w dużej sali w kręgu i opowiadaliśmy o sobie, ta dziewczyna wstała, podała swoje imię – już nawet dobrze go nie pamiętam, miała na imię chyba Karolina – i zaczęła mówić o swojej wierze, o tym że jest chrześcijanką i wiara w Jezusa jest dla niej bardzo ważna.

W tym momencie poczułam, że Pan, w którego wierzy Karolina, i do którego nie boi się przyznać przed grupą obcych ludzi, że On sam mówi do mnie: „Moniko, dlaczego Mnie prześladujesz? Dlaczego prześladujesz Mnie w innych ludziach, których oceniasz, patrząc na pozory, których obgadujesz, przezywasz?”

Ten Pan, który przemówił do mnie w sercu, nie był jeszcze moim Panem, nie znałam Go wówczas. Od tego momentu zaczęłam Go szukać. Ale to już inna opowieść.

Fot. Pixabay 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *