Wykrakałam. W poprzednim wpisie wspominałam, że czasem podczas letniego wypoczynku łapie nas jakaś infekcja, bo organizm nie jest w stanie gotowości bojowej. Nie musiałam długo czekać i mnie samą dopadła angina – jedna z cięższych infekcji gardła.
Z dnia na dzień rozłożyło mnie na łopatki, okropny ból gardła, ból mięśni, a do tego temperatura 38,5°. Ale jest coś w tym chorobowym stanie, co stwarza możliwość wyciszenia, większego skupienia. Nie wychodzę z domu, nie jeżdżę na zakupy, nie mam kontaktu z zewnętrznym światem. To niemal jak rekolekcje w klauzurowym klasztorze.
A najistotniejsze, żeby w tym bólu, w gorączce zaprosić do swojej ciszy, a czasem i samotności Pana Jezusa – cichego i pokornego.
