Powiewające od lekkiego podmuchu wiatru, szarobłękitne szaty zakonne służebnicy pańskiej, obok niej, ramię w ramię, kroczy matka z owiniętym wielobarwną chustą dzieckiem na piersi (dumna ze swego syna).
Idą placem poklasztornym, dziś zwanym Mariackim, kierując kroki w stronę dawnej kaplicy domu pogrzebowego (teraz remontowanej, by służyła licznym wiernym w ich codziennych potrzebach).
A tam sługa pański, dźwigający jakiś mebel wnoszony do budynku. Obok niego młody kapłan, Dawid, stawiający pierwsze kroki na drodze do Pana.
Spotkanie. Szczęść Boże, siostrze! – rzuca pewnie Krzysztof. Witaj, Marta – mówi młodszy ksiądz w stronę kobiety z chustą.
Spotkanie w blasku złocistego popołudniowego słońca.
A na odzieniu sługi pańskiego widnieje wizerunek białej gołębicy z rozpostartymi skrzydłami, a nad nią płomień ognia.
Otulił nas lekki powiew, przyszedł Duch Święty, w sierpniowe popołudnie.
