Kiedyś dziwiłam się mojej mamie, dlaczego tak martwi się o mnie. Czemu drży, gdy wyjeżdżam w góry lub idę na imprezę ze znajomymi.
Teraz, gdy sama dobiegam czterdziestki i mam własne dzieci, zaczynam rozumieć moją mamę. Na razię troskam się o sprawy pozornie błahe, bo dzieci jeszcze małe, ale z czasem serce matki będą wypełniały większe zmartwienia. Jak serce Maryi.
Kiedy myślę o mojej pięcioletniej córce, obecnie tak beztroskiej, wiem że i ona kiedyś, jako matka (czy to fizyczna, czy duchowa, czy w jakimkolwiek innym sensie, ale jednak “matka” dla innych) będzie miała serce pełne troski o drugiego, powierzonego jej człowieka.

